AKTUALNOŚCI
 
 

Zakochałem się w granicie
20.06.2013 r.


  

O granicie, początkach i historii rozwoju przemysłu kamieniarskiego na Ziemi Strzegomskiej ze Stanisławem Sitarzem, prezesem Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej, rozmawia Grażyna Kuczer. 

Grażyna Kuczer: Jest Pan ikoną kamieniarstwa nie tylko na naszym terenie. Co skłoniło Pana, że znalazł się w branży kamieniarskiej?

Stanisław Sitarz: Moja przygoda ze Strzegomiem, z kamieniarstwem i z wydobyciem granitu zaczyna się w roku 1964. Wówczas będąc uczniem 4 klasy Technikum Górnictwa Odkrywkowego w Krakowie, przyjechałem na praktykę do Strzegomskich Zakładów Kamienia Budowlanego i tutaj, można powiedzieć, zakochałem się w  granicie i  w  tym mieście i od tamtej pory tutaj żyję i działam.

- Jak można się zakochać w granicie? Co w nim takiego jest, że człowiek wiąże z nim całe swoje życie?

- Może mój charakter się do tego przyczynił, bo cechuje mnie stałość uczuć. Muszę również dodać, nawiązując do poprzedniego pytania, że moja przygoda ze Strzegomiem i granitem nie była  związana tylko z tym miastem, bo w międzyczasie trochę krążyłem po świecie. Pracowałem 4 lata w Iraku, budując autostrady. Na przełomie lat 80. i 90. przebywałem 3 lata w Czechach, gdzie kierowałem zakładem obróbki kamienia, który został zaprojektowany i wybudowany według mojej koncepcji. A po zakończeniu wojaży wróciłem do macierzystego zakładu w Strzegomiu i tam pracowałem do 2002 roku. Obecnie jestem na emeryturze i pracuję jako nauczyciel przedmiotów zawodowych w Technikum Górnictwa Odkrywkowego w Strzegomiu. Wcześniej przyczyniłem się do uruchomienia kształcenia kamieniarzy. Aczkolwiek do tego jeszcze powrócę później. Teraz chciałbym sięgnąć do historii i tego, co zapamiętałem z tamtych czasów. Otóż pracę w Strzegomiu zacząłem w lipcu 1965 roku,  dwa tygodnie po ukończeniu szkoły. I tak jak wspomniałem, do 2002 roku z  przerwami na wyjazdy zagraniczne, pracowałem w naszym mieście. Dużo interesowałem się losami firmy i ludzi, którzy tam pracowali. O ich początkach w kamieniarstwie wiele usłyszałem i zapamiętałem.  Swoją opowieść mogę rozpocząć od końca wojny tj. 1946 roku, bo wówczas miałem dostęp do dokumentów, które potwierdzały,  jakie były początki kamieniarstwa i wydobycia granitu w Strzegomiu, po wyzwoleniu. W Świdnicy mieściło się Zjednoczenie Kamieniołomów Śląskich, bo tak wówczas nazywano kopalnie odkrywkowe granitu z rejonu Strzegomia i Dolnego Śląska i do tego Zjednoczenia należały nasze  kamieniołomy.

-Ile było kamieniołomów na terenie gminy Strzegom po roku 1946  i czy były czynne?

- Prawie wszystkie były czynne. Nie pamiętam teraz kto, ale jeden z naukowców dokonał inwentaryzacji kamieniołomów na terenie Polski i nadał im numery. I te kamieniołomy, które mamy na terenie Strzegomia, nosiły nazwę „18”, „25/26” (obecnie w obszarze górniczym „Żbik” należącym do firmy Granit Strzegom), „15/27” (były to dwa, niezależne kamieniołomy, obecnie „Grabinex”), „22” czyli Barcz, „30”- Andrzej. Kamieniołomy w Borowie też miały swoją numerację np. „14”, „17”. Jeśli chodzi o kamieniołomy, które były eksploatowane po wojnie, to istniała  zasada, że województwa z centralnej i wschodniej Polski miały swoje kamieniołomy na terenie Dolnego Śląska i służyły one jako źródło zaopatrzenia w materiały drogowe dla tamtych województw. Były to: Żółkiewka, kopalnia „Andrzej” należąca obecnie do Granitu S.A.- niegdyś do Eksploatacji Kamieniołomów w Krakowie, kierował nią przez wiele lat Stanisław Piskorz. Kamieniołom „Andrzej 2” w Żółkiewce należał do lubelskich kamieniołomów. Tym z kolei kierował pan Józef Hernik z Kostrzy. W Morawie były 2 kamieniołomy, które w tej chwili należą do firmy Morstone. Obecnie eksploatowany należał do poznańskich kamieniołomów. A obok, ten nieczynny w Morawie, należał do Wrocławia. Obecny kamieniołom między Wieśnicą a Rogoźnicą, należący do „Berger Surowce”, należał do łódzkich i krakowskich kamieniołomów „Hydro-Geo”. Z kolei te znaczące kamieniołomy były przypisane dwóm ministerstwom: Ministerstwo Komunikacji miało kamieniołomy w Rogoźnicy, Borowie, Gniewkowie i Zimniku. Natomiast Ministerstwo Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych miało kamieniołomy, które należały do  Strzegomskich Zakładów Kamienia Budowlanego, obecnie Granit Strzegom S.A. Ja pracowałem w Strzegomskich Zakładach Kamienia Budowlanego i układ organizacyjny był taki, że najpierw w Świdnicy, później w Krakowie, powstało Zjednoczenie Przemysłu Kamienia Budowlanego, które później przekształciło się w Kombinat Kamienia Budowlanego „Kambud”, należący do Zjednoczenia Przemysłu Kruszyw Kamienia Budowlanego Surowców Mineralnych w Warszawie. Ten stan trwał do końca lat 90.

-Powróćmy do eksploatacji kamieniołomów…

- Wówczas eksploatowane były kamieniołomy „25/26”, „18”, „22”, „15/27” i „Andrzej”. Oprócz wydobycia, funkcjonowały 3 oddziały związane z przetwórstwem wydobytego surowca, mianowicie obróbka ręczna czyli produkcja krawężników, elementów blokowych, słupków geodezyjnych i kamienia murowego. Drugi oddział to obróbka maszynowa, czyli przetarcie bloków na płyty i produkcja różnego rodzaju płyt szlifowanych i polerowanych. Trzeci to przeróbka mechaniczna, czyli produkcja kruszyw łamanych.  Wyroby z obróbki ręcznej i maszynowej, głównie w latach 40.i 50., były przeznaczane na odbudowę stolicy. 

- A ważniejsze obiekty wykonane ze strzegomskiego granitu?

- Z takich znaczących obiektów czy budowli, które zostały wykonane ze strzegomskiego granitu można wymienić kolumnę Zygmunta, (z kopalni „Żbik”). Był to blok o długości ok. 10 metrów i wadze 30 ton. Został wyciągnięty po pochylni, wciągarkami na zewnątrz, na powierzchnię wyrobiska. Później przetransportowano go na rampę kolejową, załadowano na wagon i w  stanie nieobrobionym pojechał do Warszawy. Mam ciekawy opis sporządzony przez inżyniera Sierakowskiego, który wówczas był chyba dyrektorem w  kamieniołomach i, który opisuje cały przebieg wydobycia i wysyłki do Warszawy tego bloku .

Historia z kolumną Zygmunta była taka, że pierwszym blokiem wytypowanym do skonstruowania tego typu budowli, był granit karkonoski z rejonu Szklarskiej Poręby. Tam, ten blok został prawdopodobnie wydobyty, aczkolwiek nie było warunków technicznych do przetransportowania go. Wówczas strzegomski blok, przeznaczony na kolumnę Zygmunta, został przewieziony do Warszawy i tam obrobiony w kształcie walca.

Do końca lat 80. produkcja  zakładu była sterowana centralnie i była wykorzystywana tylko do sztandarowych budów w Polsce. Ale wrócę jeszcze do lat 50, gdzie nasz granit został wykorzystany. Otóż, Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa w Warszawie to granit strzegomski, Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina- podobnie. Następnie elewacje i przyziemia budynków różnych ministerstw i urzędów centralnych. To właśnie wtedy, głównie z obróbki ręcznej powstawały wyroby takie jak: portale, schody blokowe, gzymsy, cokoły. Z granitu było wykonanych wiele pomników: pomnik na Górze Św. Anny, cokół Nike w Warszawie, Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie, Pomnik Obrońców Westerplatte, Pomnik Żołnierza Polskiego i Niemieckiego Antyfaszysty w Berlinie, pomniki w Treblince, Majdanku, Oświęcimiu, Pomnik Powstańców Śląskich w Katowicach, Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Łodzi, Witosa w Warszawie, Armii Poznań w Poznaniu. I z ciekawszych, w latach późniejszych, wykonano pomnik Ernesta Malinowskiego w Peru, wzniesiony na wysokości ponad 4 000 metrów na przełęczy Ticlio.

To był koniec lat 80. lub 90., nie pamiętam dokładnie. Z innych, wielkich dokonań czy dużych dostaw, to granit ma swój udział w budowie Dworca Centralnego w Warszawie.  To były początki lat 70. Ponadto szereg dworców kolejowych w Polsce, przejścia podziemne – to były czasy, kiedy dostarczaliśmy kamień tylko na tego typu budowle.

- Podlegaliście Ministerstwu Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych i właściwie przejęliście chyba główną część zamówień na Polskę.

-Nie przejęliśmy zamówień, a wykonywaliśmy wyroby z granitu strzegomskiego na zlecenia, bo w tamtych czasach taki był układ organizacyjny. Najpierw Zjednoczenie, a później Kombinat Kamienia Budowlanego w Krakowie skupiał 14 zakładów kamienia budowlanego w Polsce. Wśród tych zakładów były Strzegomskie Zakłady Kamienia Budowlanego. Te zakłady zajmowały się wydobyciem wszystkiego, co można było w Polsce wyprodukować. Wymienię kilka z nich: Bolesławieckie Zakłady Kamienia Budowlanego zajmowały się piaskowcami, Strzegomskie Zakłady zajmowały się granitami, Piławskie- sjenitami, Kłodzkie w Radkowie- piaskowcami, Strońskie Zakłady Kamienia Budowlanego- marmurami (Biała Marianna, Zielona Marianna). Sławniowickie Zakłady Kamienia Budowlanego- zajmowały się marmurami (szarym i złocistym). Kolejno były Krakowskie Zakłady Kamienia Budowlanego w Krzeszowicach, które zajmowały się dolomitami, wapieniami i marmurami. Nowotarskie Zakłady Kamienia Budowlanego w Szczawnicy- andezytami. Z rejonu kieleckiego były Pińczowskie Zakłady Kamienia Budowlanego- zajmowały się wapieniami. Kieleckie Zakłady Kamienia Budowlanego- wapieniami zbitymi. Następnie Szydłowieckie Zakłady Kamienia Budowlanego zajmowały sie wydobyciem piaskowców szydłowieckich. I jeszcze Warszawskie Zakłady Kamienia Budowlanego, do których zadań należała już tylko obróbka i montaż kamienia, który był wydobyty i dostarczany przez wszystkie te zakłady.

- Polska zatem była podzielona na strefy?

-Polska była podzielona na 5 stref i część z tych zakładów, które wymieniłem, miały grupy montażowe i one obsługiwały cały kraj. Bolesławieckie Zakłady obsługiwały północno- zachodnią Polskę, Szydłowieckie- północ Polski, Warszawskie Zakłady- Warszawę, Krzeszowice- centralną Polskę i Nowotarskie- wschodnią Polskę. W Strzegomiu nie mieliśmy grupy montażowej,  tylko produkowaliśmy wyroby.

-Jest jakiś podział w zawodzie kamieniarz?

- Są 2 grupy kamieniarzy: kamieniarz, który produkuje i kamieniarz, który montuje. I te grupy montażowe to pracownicy, którzy zajmowali się wykładaniem posadzek, parapetów, elewacji, osadzaniem różnych elementów architektonicznych, jak np. portale, obramowania, schody, perony, przejścia podziemne.

-Byliśmy jednym z 14 zakładów obsługujących Polskę, podzieloną na 5 rejonów, ale nie mieliśmy grupy montażowej…

- Tak. Naszym zadaniem było produkowanie wyrobów, bo to było tzw. centralne zarządzanie. W Kombinacie, w Krakowie, był dział koordynacji i on przyjmował zamówienia od firm, które potrzebowały kamień. Następnie dział ten rozpisywał zamówienia na poszczególne zakłady, w zależności od tego, jaki kamień był potrzebny na daną budowę. Strzegom dostał do wykonania to, co było potrzebne z granitu. Wysyłaliśmy zatem kamień na budowy i tam firmy montażowe montowały poszczególne obiekty. Opowiem parę ciekawostek. Kombinat przyjmował zlecenia i zapewniał wykorzystanie całej mocy produkcyjnej, jaką mieliśmy. Zapotrzebowanie na te budowy rządowe było tak duże, że nie mieliśmy możliwości dostarczyć nasz kamień na inne budowy. Kombinat dawał nam zlecenia na wszystkie roboty, a czas oczekiwania dochodził do 5 lat.

-I to trwało do lat 90. i później coś się zmieniło. Na dobre czy na złe?

- Przestał funkcjonować Kombinat Kamienia Budowlanego. Właścicielem zakładów już nie był Skarb Państwa, tylko wojewodowie. I dla naszego zakładu, wojewoda wałbrzyski, był organem założycielskim. Jak doszło do prywatyzacji, to przekształciliśmy się w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Część zakładów przeszła do Agencji Prywatyzacji, część do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, a część została przeznaczona do sprzedaży.

- Czy takie centralne zarządzanie było korzystne dla rozwoju zakładów kamieniarskich funkcjonujących w gminie Strzegom? Czy też lepszy  rozwój zapewniała prywatyzacja i decentralizacja? Jak Pan to ocenia?

- To były inne czasy, nie było zakładów kamieniarskich takich, jakie mamy dzisiaj. Popyt na wyroby z kamienia był tak olbrzymi, że  nie nadążaliśmy z produkcją  we wszystkich asortymentach. Stąd było to centralne rozdzielnictwo i wydzielanie tylko na te sztandarowe, ważne budowy. A powód był taki, że zakłady nie mogły  wypracować pieniędzy na inwestycje, tylko ministerstwo przydzielało środki, poprzez Zjednoczenie czy Kombinat. Występowaliśmy do Warszawy o pieniądze na zakup maszyn czy budowę nowych zakładów itd. I dopiero jak otrzymaliśmy środki, mogliśmy się rozwijać. Podam taki przykład. W latach 60. weszła w modę „wielka płyta”, czyli budownictwo mieszkaniowe z prefabrykowanych elementów i wówczas trzeba było stworzyć potencjał produkcyjny do produkcji kruszyw dla betonu. Dlatego w Granicznej dostaliśmy środki z ministerstwa do budowy zakładu „Grysów Twardych”. To był rok 1964.

-I rozpoczęła się era Granicznej?

- Graniczna, jako kamieniołom, istniała już przed wojną.  W 1964 roku, od podstaw, został wybudowany Zakład Przeróbczy Produkcji Kruszyw Granitowych. Tak się złożyło, że tam pracowałem, więc byłem tam od początku jego powstania. Oprócz zakładu kruszyw była  wybudowana droga technologiczna łącząca kamieniołom z zakładem przeróbczym, skład materiałów wybuchowych, warsztaty, bocznica kolejowa i budynek administracyjno-socjalny. Graniczna była jednym z oddziałów Strzegomskich Zakładów Kamienia Budowlanego.

- Jak potoczyły się losy Granicznej w latach późniejszych?

- W latach 70.  było tzw. profilowanie produkcji i te zakłady, które zajmowały się produkcją kruszyw, zostały nam zabrane, wyłączone z kombinatu i przekazane bezpośrednio do Zjednoczenia Przemysłu Kruszyw Kamienia Budowlanego i Surowców Mineralnych w Warszawie.  Zjednoczenie miało zakłady na terenie całej Polski tzw. „ZEKi”, czyli Zakłady Eksploatacji Kruszyw. We Wrocławiu był zakład, który nazywał się WZEK, czyli Wrocławskie Zakłady Eksploatacji Kruszyw.  W 1973 roku zabrano nam Graniczną i  „15/27”.  W ramach rekompensaty przydzielono 2 kopalnie granitu, jedną w Michałowicach, drugą w Szklarskiej Porębie. Tak więc w latach 70. mieliśmy tam jeszcze 2 oddziały.

 

- Powróćmy do historii kamieniarstwa w Strzegomiu. Kiedy zaczęły powstawać tak liczne w Strzegomiu zakłady kamieniarskie?

- W latach 70. i 80. „Polservice”, później „Budimex” i „Dromex” prowadziły budowy w Libii, Iraku, Czechach i Niemczech. Wielkim szczęściem był wyjazd  na kontrakt do tych krajów. Kierowcy, operatorzy, wiertacze, strzałowi, którzy wracali po kontraktach nie podejmowali poprzedniej pracy, a otwierali własne zakłady kamieniarskie. Większość pierwszych kamieniarzy strzegomskich to byli pracownicy Strzegomskich Zakładów Kamienia Budowlanego. Otwierali zakłady w różnych pomieszczeniach gospodarczych w okolicznych wioskach, bo w Strzegomiu ówczesne władze nie pozwalały na prowadzenie takiej działalności rzemieślniczej. Do produkcji nagrobków nie mogli kupić bloków, w związku z tym pierwsza produkcja prywatna nagrobków w zakładach to było wykorzystanie tzw. offlisów,  czyli skrajnych płyt. I tylko z nich można było wyprodukować nagrobek, krawężniki czy płyty. Robili to w ten sposób, że odwracali płytę, nacinali, szramowali, obijali, wyrównywali i z tego tworzyli jakiś element nagrobkowy. W tamtych czasach nie można było importować kamienia. Mogliśmy jedynie bazować na własnych surowcach. Ewentualnie sprowadzić z Kuby, Albanii, Bułgarii i Węgier. Organizowane były likwidacje starych cmentarzy na terenie zachodniej i północnej Polski. Kamieniarze jeździli i wykupywali z rozbiórki stare napisówki, elementy, szczególnie czarny kamień.

- Pomówmy o eksporcie kamienia.

- O eksporcie kamienia  opowiem na przykładzie Strzegomia. Więc wykonywaliśmy elementy na początku lat 60. na tzw. śluzy do Belgii i Holandii. To były elementy blokowe, ręcznie obrabiane. Firmy niemieckie kupowały  granit w postaci płyt, później dopiero była to kostka. Natomiast tym krajem, do którego wysyłany był granit, były Niemcy. Gotowe wyroby eksportowane były ponadto do  Austrii i Luksemburga.

- Jeżeli do Belgii i Holandii szły elementy do śluz wodnych, to na co stawiały takie kraje jak Austria, czy Niemcy?

- Na krawężniki, płyty chodnikowe i stopnie blokowe.

-A  import?

- Import do końca lat 80. ograniczał się do krajów  RWPG. Konkretnie: Albania (marmur), Węgry (tardosz) i Kuba (marmur). Na Węgry wysyłaliśmy nasz granit na budowę metra.

- Importowaliśmy marmur z krajów demokracji ludowej?

- Tak, ale  w latach 60.,  jak wprowadzono tzw. „wielką płytę”, zaczęła się  masowa produkcja wyrobów lastrikowych, czyli płytek, parapetów, schodów i wówczas Strońskie Zakłady Kamienia Budowlanego zostały zniszczone, z racji tego, że w Romanowie wybudowano duży zakład do produkcji kruszyw do lastrików.

- A kiedy zwiększyła się ilość kamienia importowanego, np. z Arabii Saudyjskiej, z Chin?

- Z  chwilą, kiedy nastąpiła zmiana ustroju w Polsce, na przełomie lat 80. i 90., firmy kamieniarskie zaczęły masowo sprowadzać z zagranicy kolorowy kamień: czarny, czerwony, zielony. Bo w Polsce nie mamy nagrobkowych historii. Wtedy posiadaliśmy szary granit strzegomski i trochę ciemniejszy sjenit.

- Stało się tak, ponieważ stworzono możliwość polityczną ściągnięcia kamienia, której przedtem nie było, czy po prostu ten kamień jest tak tani?

- Przed zmianą ustroju na nagrobki trzeba było czekać kilka lat, bo nie było surowca. Ten, wydobywany w Polsce, szedł tylko na budowy rządowe i był to wtedy szary kamień. Natomiast jak otwarto granice, powstały różne hurtownie w Polsce: włoskie, francuskie, szwedzkie, wówczas stworzono duży rynek zbytu na wyroby kolorowe. Wybudowano różnego rodzaju banki, biurowce. Najważniejsze, że  ten kolorowy, atrakcyjny kamień znalazł miejsce w Polsce. Wtedy strzegomski granit stracił na ważności, jako materiał nagrobkowy i stał się materiałem do celów użytkowych, takich jak budownictwo drogowe. Popyt na kolorowy granit był generowany przez osoby prywatne, jeszcze za Balcerowicza. Firmy państwowe nie miały dla kogo produkować, bo nie było popytu. Nie budowano dróg, budynków,  dworców kolejowych. Kamień wykorzystywano tylko do  dużych budowli,  typu biurowców, hoteli itd. Nasz kamień się nie podobał, bo był szary i stąd wiele firm, szczególnie z rejonu Strzegomia, miało kłopoty, by go sprzedać. I wówczas nie mając rynku zbytu w Polsce, w Niemczech otworzył się rynek dla kostki brukowej. Berlin stał się wielkim placem budowy. Kamień ze Strzegomia był używany przed wojną,  w związku z tym np. firma „Granex” nabrała znaczenia na  rynku niemieckim. Dopiero w XXI wieku, kiedy zaczęto budować drogi, ronda, autostrady,  powstał boom  na wyroby użytkowe z granitu. Wszystkie ronda w Polsce są zrobione z granitu strzegomskiego. Ponadto w latach 90. zaczęła się rewitalizacja  miast w naszym kraju. Na przykład w  Świdnicy zrywano asfalt, odkrywano kostkę granitową i odtwarzano oryginalną nawierzchnię.

– Gdyby Pan otrzymał 4 próbki kamienia z różnych miejsc naszego masywu, łatwo by Pan odróżnił ten kamień?

- Granitowy masyw strzegomski, ciągnący się od  Sobótki do Jawora, który ma powierzchnię około 200 km2, posiada złoża granitu o różnych zabarwieniach. Klasyczny granit strzegomski to „żbik”, barwy jasno-szarej, średnioziarnisty. Granit np. z Granicznej ma odcień niebieski, z Morawy jasnobrązowy, a  z Zimnika ma drobne ziarna. Na tych 200km 2, w 90% występuje granit średnioziarnisty, natomiast w 10% drobnoziarnisty. Żółty granit natomiast znajdziemy w złożu Rogoźnica Las. Grube ziarno występuje w karkonoskich granitach.

- W latach 90.  otworzył się rynek krajowy na kamień do budowy dróg i autostrad. Czy to zapotrzebowanie  trwa jeszcze do dziś?

- Już od roku nie. Teraz zaczął się granitowy kryzys dla firm, ponieważ nie ma popytu, nie ma pieniędzy na dokończenie rewitalizacji. Unia mniej finansuje, a poza tym kilka lat temu Chiny weszły ze swoimi wyrobami i skutecznie konkurują z granitem strzegomskim.

- Jest jakaś namacalna granica czasowa wejścia Chin na rynek europejski?

- Tak, w zasadzie powiedziałbym, że od początku XXI wieku.  Jeśli chodzi o kamieniarstwo nagrobkowe, w latach 90. kamieniarze importowali bloki, płyty z Afryki Południowej, z Brazylii, ze Skandynawii. Potem znalazło się kilku pseudokamieniarzy, którzy  dostarczyli Chińczykom wzory polskich nagrobków i w konsekwencji sprowadzają kontenerami gotowe wyroby.

- Jakie są przyczyny tego stanu i czy według Pana jest szansa na wyprowadzenie przemysłu kamieniarskiego z zapaści?

- Jest kilka przyczyn tego stanu. Pierwsza to ustawa o zamówieniach publicznych preferująca najniższą cenę. Ceny wyrobów chińskich są niższe niż wyroby z Polski. Większość budów finansowanych ze środków unijnych jest realizowana z chińskiego materiału.  Wystąpiliśmy, jako związek, do europosłów,  by wprowadzić zasadę, że środki unijne kierowane na budownictwo drogowe czy kubaturowe, a do którego można zastosować wyroby kamienne z kamieni pochodzących z Unii, miało preferencje i żeby pieniądze unijne zostały w UE. W kraju i za jego granicami mamy dużo złoży granitu czy innych kamieni, które można z powodzeniem wykorzystać na krawężniki,  kostkę i wówczas pieniądze z Unii dajemy firmom, które wydobywają i wytwarzają wyroby i tym samym zwalczamy bezrobocie. A ta ustawa o najniższej cenie i braku preferencji dla surowców unijnych powoduje, że ci, którzy wygrywają przetargi, kupują kamień w Chinach bądź Indiach.

- Jaka jest szansa wprowadzenia ceł antydumpingowych?

- Bardzo mała, ponieważ Europa uzależniła się od Chin. Przez to, że zaciąga u Chińczyków kredyty. Ale lobby kamieniarskie nie zadbało,  żeby pieniądze  unijne zostały w UE.                   

- Czyli ktoś przez 10 lat nie zadbał o rozwój przemysłu kamieniarskiego?

- Zachłyśnięto się tym, żeby otworzyć się na cały świat. Ale widzimy, co Chińczycy nam zrobili. U nich siła robocza jest tania, mają dopłaty dla eksporterów. Teraz sytuacja się trochę poprawia, bo koszty są coraz wyższe, ale był czas, kiedy wyroby kamienne z Chin były traktowane jako balast dla statków. Przez to do Europy trafiały po bardzo niskich kosztach transportu.

- Jest Pan określany jako patriota, dbający o rozwój lokalnego przemysłu. Założył Pan Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej, co Pana do tego skłoniło i co udało się osiągnąć dzięki temu Związkowi. 
 
– Jeśli chodzi o ZPBK to kamieniarstwo, w zasadzie dopiero po tej transformacji, zaczęło się jednoczyć, bo poprzednio gros zakładów kamieniarskich były to zakłady nagrobkowe przy cmentarzach. Natomiast nie zaistniała potrzeba  tworzenia organizacji skupiającej pracowników tej branży. Obecnie jest około 5 000 firm zajmujących się przetwórstwem kamienia. Nasz związek powstał w 2000 roku, w Hotelu „Las” w Piechowicach. Jestem we władzach od samego początku. Teraz jestem prezesem. Celem związku jest integracja branży. Do związku należą osoby, którzy zajmują się wydobyciem, obróbką, produkcją maszyn, produkcją narzędzi do obróbki, importem materiałów. Jako związek należymy do EUROROCu, organizacji  skupiającej związki kamieniarskie w Europie. Płacimy składki, mamy przedstawiciela, odbywamy spotkania. Naszym zadaniem jest promowanie kamienia, współpracujemy z firmami, które organizują targi kamieniarskie na całym świecie. Podpisaliśmy porozumienia współpracy z Niemcami, Brazylią, Czechami, Włochami i Hiszpanią. Uczestniczymy w Targach w Norymberdze, Weronie, Carrarze. Każdy kraj organizuje przynajmniej jedne takie targi. Duże targi są  w Chinach, Brazylii i jesteśmy na nie zapraszani jako związek. Jeśli chodzi o Strzegom, to od kiedy jestem prezesem, przenieśliśmy naszą siedzibę z Opola do Strzegomia  (w roku 2008). W Opolu jest siedziba firmy Abra, która jest wydawcą „Świata Kamienia”, czasopisma branży. Uznaliśmy, że Strzegom jest centrum kamieniarskim w Polsce i dlatego tutaj przenieśliśmy naszą siedzibę.

- Ma Pan także osiągnięcia w edukacji i oświacie. Jest Pan jednym z inicjatorów utworzenia jedynej obecnie w Polsce szkoły - Technikum  Górnictwa Odkrywkowego w Strzegomiu.

- Strzegom jest utożsamiany z granitem i kamieniarstwem. Branża musi mieć nie tylko produkcje, ale również kształcenie i organizację skupiającą kamieniarzy. Od kilku lat organizowane są plenery kamieniarskie. W 2002 roku podjąłem się kształcenia kadr dla kamieniarstwa. Z wykształcenia jestem górnikiem, ale skończyłem w 2002 roku trzysemestralne podyplomowe studium pedagogiczne.  Informator o wymaganiach egzaminacyjnych, dla zawodu „kamieniarz”,  jest autorstwa mojego i kolegi - Sylwestra Chęcińskiego. Chcieliśmy uruchomić w Strzegomiu  szkołę kamieniarską na poziomie zawodowym, nawiązaliśmy kontakt ze Związkiem Producentów Maszyn Kamieniarskich we Włoszech i od nich dostaliśmy wyposażenie warsztatu. Przez 3 lata udało nam się tą szkołę prowadzić. Później nie było naboru, bo każdy chciał mieć maturę i iść na studia wyższe. Reforma oświaty, wprowadzona w latach 90., zniszczyła szkolnictwo zawodowe. Szkołę zamknęliśmy, można ją w każdej chwili reaktywować, jeśli znajdą się chętni. Udało mi się nawiązać kontakty z  KOWEZiU w Warszawie, gdzie byłem konsultantem w zakresie przygotowania programów nauczania i poradników dla zawodu „kamieniarz”. W 2006 roku udało nam się osiągnąć to, że ze środków unijnych były opracowywane poradniki do nauczania dla 200 zawodów. Opracowaliśmy 30 poradników. Ja jestem autorem czterech.

- Jakie poradniki Pan opracował?

- Opracowałem dwa poradniki dla nauczycieli, dwa dla uczniów- rozpoznawanie materiałów kamiennych, czyli podstawy kamieniarstwa. Drugi to liternictwo i projektowanie nagrobków. Poradniki dla nauczycieli składały się ze scenariuszy lekcji,  pytań i ćwiczeń. Stworzyliśmy podstawy, by kształcić kamieniarzy. Jestem trzecią kadencję w Izbie Rzemieślniczej w Świdnicy, w komisji egzaminacyjnej, która przeprowadza egzaminy czeladnicze i mistrzowskie w zawodach kamieniarz i  brukarz. A teraz wrócę do tematu Górnictwa Odkrywkowego. W związku z tym, że na naszym terenie jest wiele kopalń, udało nam się utworzyć Technikum Górnictwa Odkrywkowego w Zespole Szkół w Strzegomiu. Dzięki różnym środkom od sponsorów, ze środków unijnych, mamy wyposażoną wzorcowo salę, w ekran,  rzutnik oraz tablice teflonowe z pisakami. Mamy też próbki kamienia z całego świata i wiele eksponatów. Zapotrzebowanie na techników - górników jest wszędzie tam, gdzie odkrywkowo eksploatuje się złoża surowców mineralnych.

- Jak Pan widzi przyszłość przemysłu kamieniarskiego w Strzegomiu?

- Tak sobie zażartuję, że jest jeszcze tyle budowli do wybudowania, tyle możliwości wykorzystania kamienia, że ta przyszłość powinna być świetlana. Kamień w momencie zainwestowania jest drogi, ale jest najtańszym materiałem, jeśli chodzi o jego długowieczność i niezniszczalność. Dlatego warto stosować materiały droższe i trwalsze. Gdyby polityka banków była trochę inna i umożliwiła kontynuowanie budownictwa mieszkaniowego, to popyt na wyroby z kamienia również by wzrósł. Popyt na kamień na pewno będzie, tylko ważna jest kwestia pieniędzy. Ze strzegomskiego granitu jeszcze wiele będzie można wybudować.

- Jakie maszyny są używane w górnictwie odkrywkowym?

-Maszyny można podzielić na  2 grupy: maszyny wydobywcze i maszyny obróbcze. Jeśli chodzi o wydobycie, górnictwo odkrywkowe opiera się głównie na maszynach światowych marek, bo  muszą być bardzo mocne i niezniszczalne. Są to: nośniki bloków, ładowarki hydrauliczne czy wozidła i samochody o dużych tonażach. Jeśli natomiast chodzi o maszyny do wiercenia otworów w granicie, to mamy maszyny produkowane przez Finów, Szwedów, Włochów. W Polsce nie ma produkcji takich maszyn. Polski przemysł górnictwa odkrywkowego jest dość mały i nie opłaca się tworzyć nowych rozwiązań. Jeśli chodzi o maszyny obróbcze, to jest kilka firm, które je produkują, a my czasem z nich korzystamy. Milowy krok w kamieniarstwie to lata 70., kiedy zastosowano do obróbki diament. Zaczęło się od pił tarczowych, później były segmenty do szlifowania i ostatnie linie diamentowe w latach 80. i 90.

- A co jest współczesnym „hitem” do cięcia granitu?

- Na niewielką skalę to jest „cięcie wodą”. Jest to strumień wody o ciśnieniu 2000 atmosfer, do którego dodawane jest ścierniwo. Strumień ten, potrafi pociąć na różne kształty, płytę o grubości 10 cm. Druga  kosztowna metoda to jest CNC, czyli centra obróbcze. Poza tym są liny diamentowe, które tną w 3 osiach. Technologia obróbki kamienia nie zmieniła się od wieków. Z tym, że zmieniły się narzędzia, którymi się to wykonuje. Natomiast, jeśli chodzi o problem aktualny, to nie mamy fachowców do obróbki ręcznej, a są oni potrzebni np. przy renowacji zabytków. Brakuje nam rzemieślników, kamieniarzy ręcznych, bo nie wszystkie czynności można wykonać maszyną.

- A z czym ten brak się wiąże?

- Młodzi nie garną się do tego zawodu. Trzeba mieć do tego zamiłowanie, wyobraźnię. Dobry kamieniarz jest jak rzeźbiarz. Trzeba wielu lat praktyki, żeby się tego nauczyć.

- Mam nadzieję, że kamieniarstwo przezwycięży trudne chwile i będzie jak dawniej dynamicznie się rozwijać, ponieważ strzegomski granit jest na stałe wpisany i w budownictwo i w sztukę. Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia poniżej – wczoraj i dziś przemysłu kamieniarskiego 
- zostały udostępnione przez pana Stanisława Sitarza.

 

Galeria fotografii - cz. I


OD POCZĄTKU

 

 

Galeria fotografii - cz. II  >>>

 


 

do góry  |